Hala Urania spłynęła potem i łzami. Na szczęście obyło się bez krwi, choć pasodoble, taniec przypominający walkę torreadora z bykiem, w wykonaniu niektórych par było naprawdę krwiste. W piątek w Olsztynie 175 par rywalizowało o puchar prezydenta miasta podczas pierwszego dnia XVII Supadance Polish Open Championships.
— Adam, dawaj! Trzymaj się, Kaśka! Dasz radę! – takim okrzykami trenerzy, koledzy i rodzice dopingowali wchodzące na parkiet pary. Wsparcie było tancerzom wyjątkowe potrzebne, bo każda para musiała zatańczyć minimum pięć tańców, a taki wysiłek przy temperaturze sięgającej 30 stopni Celsjusza, jest nie lada wyczynem. Pięć tańców to minimum — tyle razy na parkiet wychodzili tylko ci tancerze, którzy skończyli swoją przygodę z turniejem na ćwierćfinałach. Finaliści musieli tańczyć nawet 30 razy! Pot spływający po czole tancerze skrupulatnie maskowali pudrem. Wszak nieskazitelny wygląd i prezencja liczą się niemal tak bardzo jak idealnie wykończony spot turn w cha-chy.
Każdą chwilę pomiędzy kolejnymi wyjściami na parkiet tancerze wykorzystywali też na powtarzanie przygotowanych układów. — Raz dwa, raz dwa trzy – trenerka najmłodszej grupy wiekowej podaje rytm ćwiczącym przed kolejnym tańcem podopiecznym. Ich rówieśnik odpoczywa już na kolanach mamy. Ta przytula go i pociesza, bo synek wypadł już z turnieju. Każdy – i mały i duży – bardzo przeżywa porażkę. Dziewczyna z najstarszej grupy wiekowej występującej w piątek nie potrafi ukryć łez. Starannie wykonany makijaż rozpłynął się wraz z marzeniami o sukcesie…
Paulina Lipka
Wszelkie informacje dostępne są na stronie turnieju PolishOpen.pl
